Zapraszam do czytania pierwszego rozdziału.
Młoda
dziewczyna przemierzała ruiny pewnego straconego miasta. Wyglądała
na pewną siebie osiemnastolatkę i całkiem zadowoloną z życia.
Omijała nowe, rozkładające się ciała i z trudem powstrzymała
się od zwymiotowania na ziemię. Naprawdę. Co za odrażający
zapach! Słyszała z oddali ciągłe wrzaski, jęki, szloch. Już
przyzwyczaiła się do takich dźwięków. Podeszła do pełnej
studni i spojrzała na swoje odbicie; jest całkiem ładna, ale kto
na to patrzy w tych czasach? Dba o siebie tylko tyle. Dba doskonale o swoją figurę, resztę ciała, a
najbardziej włosy przypominające chłodny granat. Zaś duże,
błękitne oczy są otoczone wachlarzem gęstych, długich, lekko
kręconych, czarnych jak smoła rzęs. Oczywiście oczyściła bladą
twarz za pomocą wody, nie obchodziło jej to, że może być ona
skażona. W tym świecie choroby nie mają większego znaczenia.
Ludzie i tak giną bardzo szybko.
Od
kiedy nauczyła się chodzić opiekowała się sobą sama, karmiła
się, ubierała. Nikt nie bawił się z nią, nie rozmawiał, ani nie
rozpieszczał jej. Swoją magię odkryła zupełnie przypadkowo,
kiedy obroniła jakiegoś mężczyznę, który potem łaskawie jej
podziękował, a następnie zniknął. Poczuła obrzydzenie, gdy
przypadkowo połknęła wodę ze studni. Paskudny smak.
— Uważaj!
Znienacka
poczuła jak ktoś odepchnął ją z naprzeciwka. Po kilku chwilach
rozległ się kolejny wybuch, a po studni, z której piła, nie było
śladu. Kolejna rzecz zniszczona. Dziewczyna spojrzała z nienawiścią
w oczach na obcego osobnika. Nie znała go.
— Jejku!
Mogłabyś chociaż troszeczkę uważać. Zachowujesz się jak jakieś
dziecko.
Dziecko?
Spojrzała na niego zdziwiona. Przecież sam wyglądał w tym dziwnym
płaszczu jak dziecko.
— Mam
na imię Daisuke. Miło mi cię poznać.
— Jestem
Mizu.
— Dziwne
masz imię. Naprawdę się tak nazywasz? Nie przejęzyczałaś się?
— Sam
się przejęzyczyłeś, głąbie!
— Dobra,
dobra. Chciałem sprawdzić twoją psychikę. Całkiem wytrzymała
jest. Jaką masz magię?
— A
co książkę piszesz?
— No
tak się składa. Wiesz jak się zakończy ta cholerna era to wydam
ją. Opisuję swoje przygody oraz historie ludzi, których na co
dzień spotykam.
— Naprawdę?
To jeszcze istnieje literatura na tym świecie?
— Tak.
Nocuję w ostatniej bibliotece. Jest tam w miarę czysto, przyjemnie
i nawet posiłki są, bo niedaleko jest magazyn z resztkami żywności.
Czasami coś podkradnę. Jestem całkiem dobry w kradzieży.
— Jesteś
złodziejem?! – krzyknęła zdziwiona Mizu.
Chłopak
wyraźnie się zmieszał.
— Możesz
być odrobinę ciszej? Jeszcze ktoś nas podsłucha i wszystko się
wyda. Właściwie czego szukasz w tych ruinach? Tutaj nic nie
pozostało.
— Szukam
swojego przeznaczenia, tożsamości i rodziców.
— Nie
masz ich? Moi podobno zginęli.
— Jak
to?
— W
wojnie z Acnologią. Miałem wtedy tylko roczek.
— Współczuję.
— Musimy
dać radę. No to w końcu wygadasz się jaką masz magię?
— Magię
wody.
— Wody?!
Ona jest zakazana!
— Nie
moja wina, że ją posiadam. Najprawdopodobniej mam po matce, a
przynajmniej tak mówiła kobieta, która mnie znalazła.
— Będą
cię ścigać. Jak złapią to zabiją bez wahania. W sumie nie
powinienem z tobą rozmawiać, bo mnie jeszcze do więzienia wsadzą,
a tam jest jeszcze gorzej, niż gdy rozpoczęła się Era.
— Mam
zamiar przeżyć, a nie dać się złapać jakimś imbecylom.
— Masz
cel?
— Tak.
Odnajdę naszą przeszłość!
— A
mogę z tobą? W sumie też bym chciał wiedzieć więcej o swojej
rodzinie, a z moimi umiejętnościami to nie zginiesz. Przynajmniej
nie tak łatwo.
— Dzięki
za pocieszenie.
Mizu
zastanowiła się przez chwilę. Jej magia jest zakazana, prawda? Co
ona w takim razie powinna zrobić? Ukryć ją? Ale jak? Czy w ogóle
się da? Wychodzi na to, że jest zakazanym dzieckiem. Dzieckiem,
które nie powinno się narodzić, ale Daisuke również swoje
przeżył jak sam wcześniej wspomniał. Walczył o przetrwanie,
musiał nawet nauczyć się kraść, bo inaczej się nie dało.
Współczuła mu, więc zgodzi się na jego propozycję.
— Dołączysz
do mnie, ale pod jednym warunkiem – odezwała się w końcu. –
Zbadamy te ruiny i zaprowadzisz mnie do ostatniej biblioteki.
— W
porządku. Ale do biblioteki? Po co, jeśli mogę wiedzieć?
— Nauczę
się nowej magii. I sądzę, że ty także powinieneś.
— Ja?!
Dlaczego?! – wrzasnął.
— Bo
ja ci tak rozkazuję jako szefowa.
— Tak.
Szefowa od siedmiu boleści…
— Coś
ty powiedział?!
— Nic,
nic!
Na
jego zaczepkę nic nie odpowiedziała. Westchnęła i usiadła na
pobliskim kamieniu. Chmury stawały się coraz bardziej ciemnie,
niedługo będzie noc, a oni muszą gdzieś się schować przed
niebezpieczeństwem.
— Siostro!
Znalazłem coś.
Spojrzała
na niego. Daisuke podszedł do martwych ciał i odsunął je, gdyż
zorientował się, iż pod nimi jest wejście do piwnicy. Chłopak
zdrapał za pomocą palców błoto z klamry i kopnął z całej siły
w drzwi, które same się otworzyły. W powietrzu pachniało
wilgocią, starymi książkami i tak jakby alkoholem.
— Wyczuwam
tutaj żarcie – zażartował Daisuke. – Może mają też alkohol?
— Ty
byś tylko żarł i chlał jak świnia.
— Dzięki.
— Nie
ma za co.
— A
co jeśli tam są myszy, szczury, albo inne potwory?
— Wtedy
zabijesz je swoją magią.
— Nic
nie muszę.
— To
nie wchodzę.
Daisuke
westchnął i ze zrezygnowaniem na twarzy, sam zszedł ostrożnie do
piwnicy. Po chwili Mizu również dołączyła do niego, lądując mu
prosto na plecach.
— Patrz
jak idziesz, idiotko!
— To
ty uważaj!
— Tu
nie ma drogi. Popatrz się raczej na stertę tych ksiąg. Tu jest
wiele ciekawych rzeczy.
Mizu
zapaliła pochodnię. Światło rozproszyło półmrok. Faktycznie,
było tu całkiem inaczej, porozwalane stoły, kufle do piwa,
książki, ale także…
— Co
to jest? To na pewno jest piwnica?
— Tak
wnioskuję.
— Nie
myśl lepiej.
Daisuke
udawał obrażonego. Usiadł na krześle i nie odzywał się w ogóle.
— Zamierzasz
się obrażać? Świetnie! Ledwo, co cię poznałam, a już robisz
awantury!
— Nie
robię. To ty na mnie naskoczyłaś! Myślisz, że ja nie chcę
lepszego świata? Owszem, chcę. Chcę wiedzieć, dlaczego moi
rodzice zginęli.
— Ja...
– Mizu zrobiło się głupio. – Przepraszam…
— Nie
przepraszaj. Przywykłem, ale wiesz co? Najsmutniejsze jest to, że
nie pamiętam ich w ogóle tak jakby ich nie było, ale byli, bo
przecież się narodziłem.
— Ten
świat jest chory, a my musimy go uzdrowić – stwierdziła Mizu i
przeszukiwała księgi. – Od dzisiaj to będzie nasza kryjówka.
— Zgłupiałaś?!
— A
masz lepszą?! Nikt tutaj od kilkunastu lat nie mieszka! Tutaj
będziemy bezpieczni!
— Niech
ci będzie.
— Będę
musiała zabezpieczyć dobrze zaklęciami obronnymi wejście do
piwnicy. Byle kto nie może się dostać.
— O
to nie musisz się martwić – wymruczał Daisuke. – Znam się na
runach, więc ja to zrobię.
Mizu
westchnęła i otworzyła prawą dłoń. Obserwowała zewnętrzną
część swojego ciała poprzez rękę. Do kogo ona jest tak naprawdę
podobna? Do mamy? Do taty? Pytanie czy oni w ogóle żyją? Tak
bardzo chciałaby ich zobaczyć, przytulić, uśmiechnąć się do
nich, a nie ciągle walczyć. Czy kiedykolwiek będzie dane im żyć
w spokojnym, szczęśliwym świecie, w takim o jakim marzą, jakiego
pragną? Za pomocą swojej magii wyczarowała wodę, wlała do
kubków, które wcześniej wyczyściła tak jak parę innych rzeczy.
Woda czekała na Daisuke.
— Wreszcie
skończyłem. Nałożyłem runy obronne przed wrogami. O, widzę, że
posiłek gotowy. Co prawda nie królewski, ale zawsze to coś.
— Nie
marudź. Nie ma nic innego – skarciła go Mizu popijając wodę. –
Dopóki nie znajdziemy ostatnich miast, nie będzie nam się lepiej
żyło.
— Racja,
racja.
Po
chwili zajadał się chlebem, który mieli pod ręką. Daisuke niczym
się nie przejmował. Dla niego liczyła się każda chwila, która
mogła trwać naprawdę krótko.
Betowała:
Roszpuncia