30 sierpnia 2015

Mini one shot dotyczący tylko jednej postaci ''Pierwszy klucz do wolności''

Witajcie moi kochani po wymuszonej przerwie. Właśnie całkiem niedawno wróciłam z wakacji i przychodzę nie z nowym rozdziałem, ale z całkiem inną niespodzianką. Jak wiecie ostatni, a mianowicie wczorajszy odcinek Fairy Tail był bardzo smutny, wzruszający, a serce samo mi pękło. W tym odcinku bardzo mi było żal Lucy i nie tylko, ale właśnie także  z tego powodu postanowiłam dodać mini one shot, który kiedyś napisałam dotyczący przyjaźni między Lucy, a Aquarius zamiast kolejnego rozdziału. A moje odczucia dotyczące samego odcinka? Cały czas płakałam i więcej słów tutaj nie trzeba. Chciałabym również dodać iż tekst nie został poprawiony :)




Od zawsze Lucy zastanawiało to jaką jej matka miała pracę, ale gdy wychodziła czuła się taka samotna i nieporadna. Opętała ją ponura egzystencja z, którą musiała się stykać na co dzień, a sam ojciec nie jest wcale taki święty na jakiego wyglądał: mocny mężczyzna z ubzduranymi warunkami, regułami w głowie. Takiego go właściwie pamiętała gdyż inaczej nie obchodził się z nią. Nigdy dla niej nie był wspaniałym ojcem co każdego roku podczas urodziny obdarował ją prezentami, musiała o to się sama upomnieć gdyż nie było innej rady. Często rozmawiała natomiast z swoją właściwie jedyną przyjaciółką; lalką, ale przecież lalka nie powie ci nic, ani nie pocieszy, a jedynie wszystko niestety przemilczy. Często lalka wpatrywała się w smutne, orzechowe oczy Lucy gdy ta płakała na kolejny dzień i targała z złością poduszkę. Lalka naprawdę była taka... jakby to powiedzieć stanowcza, nie musiała narzekać na nieszczęście swoich przyjaciół. Owszem właściwie nie była sama bo przecież miała także pracowników całej rezydencji, ale co to da? Nadal w głębi duszy czuła to samo. Naprawdę to się robi męczące.
Gdy Lucy miała siódme urodziły stało się coś wręcz co raz na zawsze zmieniło jej życie. Przyszedł do niej ojciec, pomyślała wtedy, że pamiętał o jej siódmych urodzinach. Tak bardzo się wtedy ucieszyła.
    - Tatusiu! - Lucy machała rączkami próbując złapać rodziciela, a następnie go przytulić, ale widząc smutną minę ojca przestała – Co się stało?
    - Lucy...
    - Tak?
    - Layla nie żyje. Twoja matka umarła, ale kazała mi przekazać tobie to.
    Mężczyzna otworzył dłoń w, której znajdował się złoty klucz wodnika. Lucy pomimo smutku oraz okropnego żalu wpatrywała się z ciekawością w klucz, nigdy go nie widziała więc był dla niej nowością, ale zaczęła płakać. To chciała jej wcześniej przekazać? Nie liczyła się dla niej w ogóle?! Jak mogła?! Lucy wzięła klucz od ojca i pobiegła do swojego pokoju. Zacisnęła mocno małe usta tak, że poleciała stróżka krwi potem spadając na czerwony dywan jaki znajdował się w korytarzu pełen rzeźb i obrazów przedstawiających cały ród Heartfillia. Nie to, że jej nienawidziła lecz w głębi duszy miała do niej ogromny żal. Nie mogła znieść tego iż ukochana matka zostawiła ją na pastwę losu z okrutnym tyranem jaki jest Jude Heartfillia bo nim jest.
    - Panienko stało się coś?
    Spytała się służąca widząc zapłakaną Lucy. A więc ktoś się nią przejął lecz dziewczyna postanowiła grać.
    - W porządku. Po prostu wpadło mi coś do oka – skłamała i otworzyła drzwi do swojego pokoju.
    Usiadła na łóżku gdzie było mnóstwo położonych lalek, ale miała tą swoją ulubioną. Często z nią bawiła, ale i także rozmawiała jak wcześniej było omówione.
    - Nie chcę tego klucza, jest paskudny! - zaczęła marudzić, a klucz rzuciła dalej na łózko lecz zapomniała iż łzy są wodą więc ducha spokojnie mogła przywołać nawet nieświadomie.
    Lucy przeraziła się widząc, że klucz zaczyna się sam poruszać.. W końcu po jakimś czasie ujrzała kobietę z niebieskim rybim ogonem. Minę miała niezbyt miłą.
    - Ty wstrętna smarkulo! - warknęła na nią kobieta – Jak śmiesz rzucać gdzie popadnie nasze klucze? Czy ty wiesz co zrobiłaś?
    - Nie?
    - Rany, rany co ja mam z wami. Myślałam, że mnie pani Layla weźmie, a tu proszę! Bachor!
    Ten bachor właśnie wybuchł płaczem, a Aquarius bo tak nazywał się Gwiezdny Duch spojrzała na nią z politowaniem.
    - Co jest?
    - Layla czyli moja mama nie żyje...
    Aquarius nie mogła uwierzyć w to usłyszała, ale mogła się przedtem domyślić iż tak się stanie gdyż jeszcze parę dni przed Layla Heartfillia ją przywołała, powiedziała jej o co tak naprawdę chodzi. Wiedziała, że pani prędzej czy później umrze i ona jako już pierwsza wiedziała. Aquarius spojrzała jeszcze raz na płaczącą dziewczynkę – to małe coś ma być jej panem? Niedoczekanie! Ale cóż miała zrobić jak takie było właśnie ostatnie życzenie Layli, którą tak bardzo lubiła, ale właściwie nie miała okazji jej nigdy o tym powiedzieć.
    - W takim razie jesteś moją nową panią – stwierdziła Auarius – Powinnaś być mi wdzięczna, że chcę dalej służyć twojemu rodowi.
    Aquarius zbliżyła się do małej, zapłakanej Lucy i wpatrywała się w jej brązowe oczy – oczy pani Layli. Dosłownie takie same.
    - Nie mogę zostawić cię samą. Pani Layla by mi tego nie darowała więc zawrzemy nowy kontrakt. Rozumiesz?
    Mała przytaknęła niezbyt ochoczo główką, ale wiedziała co rozumie markotny Gwiezdny Duch. Słyszała o nich to i owo gdyż interesowała się poniekąd nimi, zawsze chciała jakiegoś spotkać, ale w nie w takich okolicznościach jak teraz.
    - Ty znałaś dobrze moją mamę prawda? - spytała Lucy – Cieszę się.
    Aquarius posmutniała przez chwilę, ale nie okazała tego przy dziecku. Przemilczała to dzielnie chcąc zdusić w sobie wszystkie swoje uczucia jakie żywiła do byłej pani, która naprawdę była dla niej dobra. Teraz wszystko się zmieniło i od tej pory ten dzieciak będzie jej panią zupełnie jak na złość. Prychnęła.
    - Świat duchów musi być niesamowity! Może mamusia też tam jest ?-spytała Lucy, ale nie oczekiwała w sumie odpowiedzi, raczej mówiła do siebie.
    - Wątpliwe -odparła Aquarius – Nie znamy Gwiezdnego Ducha o imieniu Layla Heartfillia.
    Lucy od razu posmutniała, przyciągnęła do siebie różową poduszkę i spojrzała na Gwiezdnego Ducha.
    - Rany, rany! Co ja mam z tobą? W takim razem zawrzemy nowy kontrakt. Co powiesz na środę?
    - Co to środa?
    - Dzień tygodnia. Co was w tych szkołach uczą?
    - Uczę się w domu.
    - W takim razie będę mogła przyjść z pomocą w środę. Dobrze smarkulo?
    - Tak proszę pani.
    I po chwili już jej nie było. Chciała się jeszcze przytulić do Gwiezdnego Ducha, ale nie zdążyła gdyż ta zniknęła. Widocznie jej czas w świecie ludzi już minął. Mówiło się trudno i żyje się dalej. Została teraz całkiem na świecie nie licząc oczywiście ojca tyrana oraz parę miłych służek, a czuła się z tym naprawdę beznadziejnie, teraz jej do głowy przyszło, że gdy tylko dorośnie, skończy siedemnaście lat to raz na zawsze ucieknie stąd jak najdalej. Z dala od tego paskudnego, nienormalnego, oblepionego pychą i chciwością świata.
Lucy wpatrywała się tym razem w przeźroczyste lustro, ale tak naprawdę widziała tam jedynie swoje marne odbicie, które przedstawiało słodką dziewczynkę co prawie miała zawsze wszystko. Posmutniała przez chwilę i zerknęła na motyla co usiadł przy parapecie koło okna. No tak zbliżała się już powoli wiosna. Dlaczego ona nie może być takim pięknym, delikatnym, kolorowym motylem i po prosty ulotnić się? Tak bardzo by chciała. Lucy znienacka wpadła na genialny wręcz pomysł; przywoła swojego pierwszego Gwiezdnego Ducha. Aquarius.
Klucz wsadziła do akwarium z złotą rybką. Nie miała pojęcia co ją czeka.

    - Otwórz się Bramo Wodnika! Aquarius!
    Aquarius na wezwanie przybyła jak zwykle z niezbyt zadowoloną miną. Spojrzała na Lucy z politowaniem. Czego ten smark znów od niej chce? Ona zawsze ma mało czasu, nawet na to, aby porządnie rozczesać swoje piękne, proste, niebieskie włosy.
    - Słucham? - pierwsza ona spytała.
    - Pobaw się ze mną – po prosiła grzecznie.
    - Ile razy mam ci powtarzać, że nie wolno ci mnie przywoływać z akwarium? Co ja wyglądam na złotą rybkę?!
    - Ale masz ogon, a złota rybka również go ma!
    - Matko! Dlaczego muszę ciebie wysłuchiwać.
    - Dzięki tobie nie czuję się samotna.
    Lucy przytuliła się do ogona Aquarius. Aquarius poczuła dziwne, znajome ciepło bijące od serca dziewczynki. Faktycznie mała cierpiała z powodu braku akceptacji i matczynej miłości, ale to nie zwalnia ją z nieodpowiedzialność. Ona załatwi całkiem tę sprawę: nauczy ją życia oraz to jak się traktuje porządnie Gwiezdne Duchy.
    - Wystarczy! - warknęła na nią Aquarius i odsunęła się gwałtownie – Po co mnie wezwałaś?
    - Pobaw się ze mną. Jesteś moim duchem więc się baw!
    Lucy została porządnie oblana bardzo zimną wodą. Gwałtownie obniżyła się temperatura ciała dziecka.
    - Pierwsza lekcja oraz zasada: Nigdy nie traktuj swoich Gwiezdnych Duchów jako rzecz. Wiesz, że to jest upokarzające?!
    - Pobaw się ze mną! Rozkazuję ci! Ja mogę wszystko!
    - Wszystko? A kto tak powiedział?
    - Ja. Lucy.
    - Mylisz się. Gwiezdny Duch nigdy nie zaprzyjaźni się z tobą jeśli będziesz go tak traktować. Co ty sobie wyobrażasz sobie dziewczyno?!
    - POBAW SIĘ ZE MNĄ!
    Krzyknęła głośno Lucy, a Aquarius wręcz jej głos w trzasnął. Ta dziewczynka pomimo tego, że jest malutka, niedojrzała to posiada dość dużą moc. Wyczuła to właśnie, ale jak ma się z nią dogadać skoro ona traktuje ją jak rzecz? Lucy dostała kolejną dawkę ''zimnego prysznicu''. Trzęsła się z zimna i płakała.
    - Mam nadzieję, że to coś cię nauczy smarkulo – odezwała się Aquarius – Zapamiętaj to, że Gwiezdny Duch ani nawet człowiek nie są przedmiotami, którymi można pomiatać, kupić czy szantażować. Czy dotarło to do Ciebie?
    - Tak...
    - Nie słyszę.
    - Przepraszam! Przepraszam pani Aquarius. Ja po prostu czuję się taka samotna...
    - Samotność nie jest usprawiedliwieniem. Jeszcze wiele cię muszę nauczyć. Zdecydowanie.
    - Poczytasz mi bajkę?
    - Że co?!
    - Proszę, albo opowiedz o waszym świecie! Proszę!
    - No dobrze, znaj moją dobrą łaskę i potraktuj to jako bajkę na dobranoc dobrze?
    - Tak!
    Mała Lucy wślizgnęła się do łóżka i była już pod kołdrą gdy przedtem osuszyła się. Wpatrywała się w bladą, ale łagodna twarz już Aquarius. Aquarius opuszkami palców dotknęła policzek Lucy sprawdzając czy stan ciała jest w miarę zdrowy; wszystko jest pod kontrolą, to dobrze. Westchnęła. Jej skóra jest taka sama delikatna jak pani Layli... Kto tym dzieckiem się zaopiekuje jak nie ona? Jest na nie skazana.
    Aqaurius opowiadała wszystko co dotyczyło kontraktu, liczbę kluczy oraz jakie są rodzaje duchów oraz to jak się je powinno traktować jeśli chce się je mieć za dobrego sługę. Lucy nie mogła uwierzyć, że istnieje taki inny piękny świat jak ten. Bardzo się cieszyła się, że jednak matka zostawiła ten klucz. Gdyby nie ona...nie wiedziałaby kim tak naprawdę ma być w przyszłości, jaką ścieżką będzie podążać. Gdy Aquarius tak opowiadała cały czas przez chwilkę spojrzała na okno; już gwiazdy na niebie pojawiły się. Ona właściwie też jest ''częścią'' ich. I była z tego dumna. Nawet bardzo.
    - Słuchasz mnie w ogóle?! - krzyknęła na nią wściekła Aquarius, która chciała by ktokolwiek na nią zwrócił uwagę.
    - Tak! Przepraszam... - wymruczała Lucy.
    - Nie przepraszaj mnie ciągle tylko tak po prostu nie rób.
    - A co to znaczy ''przepraszam'' ?
    - No proszę usłyszałaś dane słowo, a nie wiesz nawet co ono znaczy? Słowo ''przepraszam'' znaczy, że więcej tego nie zrobisz i żałujesz swoich czynów.
    - Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam!
    - Nie powtarzaj się smarkulo!
    - Przepraszam!
    - Rany... co ja z Tobą mam?
    Lucy tylko wyszczerzyła się, aby udobruchać ducha. Taką piękną bajkę każdy dzieciak by chciał usłyszeć, a ona wreszcie poczuła się szczęśliwa. Szczęśliwa, że wreszcie kogoś odzyskała.  Chociaż jeszcze nie wie iż któregoś dnia znów straci.  

2 komentarze:

  1. yey cudny ten mini on -shot , po wczorajszym odcinku też płakałam jak bóbr , :( , jeśli ktoś czyta mangę to wie co będzie dalej :( , można powiedzieć ,że Hiro Mashima przygotował naprawdę smutne rozdziały :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda :) Wczorajszy odcinek dał wiele do myślenia :)

      Usuń

Szablon wykonała: Roszpuncia